Kuchnia pomalowana, w środę po raz pierwszy całość i drugi- sufit (oboje jednak). Chwilami z dodatkową aktywną pomocą:
Andrzejowi sżło nieco trudniej chwilami:
W czwartek domalowałam drugi raz... To niesprawiedliwe, bo mi nikt nie robi zdjęć... a upaćkana z wałkiem w łapie...
A jak zdjęć nie pokażesz po powrocie... to Cię z rodziny wypiszę...
Filip przyszedł. Powiedzieć, że w tym tygodniu nie pomaluje. Zbeczałam się i zażądałąm od Dużego przyrządów, sama się obsłużę. Tak go ta perpektywa przeraziła, że postanowił:
"ależ... razem, dobrze?"
Dialogi odbyły się na takim etapie:
Wczoraj nie wytrzymałam i dziecko zostało około 22-giej zmuszone do wypicia melisy... Nie smakowała jej, ale za to po raz pierwszy nie przylazła do nas nad ranem, a nawet pobudka była mocno utrudniona...
Dzisiaj dostanie wcześniej... nawet na siłę, mam dość!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wredna matka jestem, wiem.
Mieszkanie rozgrzebane, postanowiliśmy z rozpędu pomalować całość... Nawet udało mi się znaleźć entuzjazm, a Filipowi niestety nie- nie przyszedł dzisiaj, chociaż kuchnię wypróżniłam. Telefonów nie odbiera, ciekawe co dalej.
Dzisiaj się poddałam: jeszcze w tym tygodniu nie przespałam jednym ciągiem 3 godzin (!) i w końcu kupiłam syrop z melisą. Dla dziecka oczywiście, bo np. wczoraj (tj. dzisiaj) poszło spac z rykiem protestu "już" o trzeciej nad ranem. Conieco mnie wykańcza.
Duży się rozpędził i zaplanował malowanie całosci (gdy zobaczył jak to ładnie wygląda u Agi). Cieszę się bardzo i przyklaskuję, a po kryjomu wziewam sterydy, coby mnie nie udusiło. Chyba przeniosę się na noclegi do namiotu, hihi.
Za chwilę przyjadą nasi i robimy jubla. Dwa Krzyśki się obchodzą.Kuby nam brakuje, trudno.
Zaraz jedziemy do wooodyyyy!!!!
A tymczasem Pan Mąż stawiał dzisiaj obiad, otworzono u nas coś pt. "Muczos kółeczkos". Jak sama nazwa wskazuje: bar naleśnikowy, jedzenie cudne, a o ilościach niech Ci powie fakt, że Duży zjadł tylko....dwa(!!!!).
Mniam.
Adrenalina dzisiaj skakała mi na różne sposoby: wcześniej wstałam, zeby obejrzeć tego podopiecznego naszego braciszka: na szczęście nie było źle, choć wczoraj wystraszył wszystkich, gdy próbował się... zgarotować: wjechał (na rowerze) w rozwieszoną linę; zawiesił się szyją, bruzda zostanie, brrr!!!
W pracy też różne trudne rzeczy, ale chociaż przepalają trudne, to o wybuch przyprawia zwykłe ludzkie chamstwo: skarży się matka chłopaka psychicznie chorego, co się zaostrzył i podpala dom, a facet obok (złapała mnie w korytarzu, zamiast pogadać za zamkniętymi drzwiami) rzuca do drugiego: "przygotuj się, że tu pół dnia stracisz, chociaż zapisy są na godziny!", z miną odpowiednią i przekąsem; a, że to akurat ten, który poparzonej 5- letniej córce nie podał środków p-bólowych, "bo ona swe cierpienie Bogu oddała", to mi akurat kałacha zabrakło. Szczękościsk na miejscu.
I tak skończyło sie policją w domu tej kobiety, młodego trzeba ratować...
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 7875
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: